Cityboard Media
wczoraj
Dokąd prowadzi nasza droga po trzydziestu latach
decyzji, zmian i doświadczeń.
Decyzja na lata
Pierwsze kroki
na rynku OOH
Na początku nie było planu budowy firmy. Nie było strategii, prezentacji ani wizji zapisanej na slajdach. Była za to obserwacja i ciekawość.
Na początku lat 90. Michał Stan mieszkał w Kanadzie. Z dystansu próbował zrozumieć, jak bardzo zmienia się Polska, obraz kraju po transformacji docierał do niego jedynie we fragmentach. To wtedy zaczął zwracać uwagę na reklamę zewnętrzną, na wolnostojące konstrukcje, billboardy i sposób, w jaki wpisywały się w miejską przestrzeń. Miasta były pełne dobrych miejsc na systemowy outdoor, a istniejąca reklama zewnętrzna opierała się wyłącznie na tablicach reklamowych mocowanych do płotów i ogrodzeń.


W czasie świąt Bożego Narodzenia w 1991 roku pojawiła się myśl, która początkowo brzmiała bardziej jak ciekawostka niż biznesowy plan: a gdyby spróbować zrobić coś podobnego w Polsce? Nie na ścianach budynków i ogrodzeniach, lecz w formie samodzielnych, profesjonalnych nośników zaprojektowanych z myślą o widoczności i jakości.
Zanim jednak Michał Stan cokolwiek postanowił, potrzebował obserwacji i wiedzy. Jeden z jego znajomych wybierał się do Polski, więc poprosił go o dokumentację fotograficzną ulic i przestrzeni miejskiej. Gdy otrzymał zdjęcia, wiele stało się jasne. Miasta były pełne dobrych miejsc na outdoor, a reklama zewnętrzna dopiero raczkowała. Widoczne były dwie rzeczy: spore ryzyko i ogromny potencjał.

Zaczęło się liczenie. Dziesiątki wariantów finansowych, analizy, próby przewidywania scenariuszy w kraju, w którym niewiele dało się przewidzieć. Wejście w taki projekt oznaczało dużą inwestycję i jeszcze większą niewiadomą.
W połowie 1992 roku Michał Stan podjął decyzję: działamy! Bez gwarancji powodzenia. Bez pewności, że rynek będzie gotowy. Z przekonaniem, że jeśli coś ma powstać, powinno być zrobione solidnie, nawet jeśli na początku nikt nie będzie tego doceniał. To nie była decyzja na chwilę, tylko na lata.
Pierwsze kroki
Skromne
początki
Pierwsze decyzje zapadły szybko. Po przyjeździe do Polski wszystko trzeba było sprawdzić samemu. Bez map, bez gotowych lokalizacji, bez wzorców.
Michał Stan poruszał się po mieście Małym Fiatem 126p, objeżdżając ulice i wypatrując miejsc, w których mógłby stanąć pierwszy nośnik. To nie były jeszcze strategiczne analizy widoczności ani plany mediowe. Raczej intuicja, obserwacja ruchu i próba zrozumienia, jak naprawdę funkcjonuje miasto.


Choć formalnie spółka została zarejestrowana w Katowicach, bardzo szybko stało się jasne, że kluczowe decyzje będą zapadać w Warszawie. W stolicy, na Placu Powstańców Śląskich pojawiła się też pierwsza realna lokalizacja na posadowienie nośnika.
Procedury wyglądały wtedy zupełnie inaczej niż dziś. Wystarczyło porozumienie z właścicielem terenu i złożenie dokumentów w urzędzie. Administracja działała w inny sposób, a wiele spraw załatwiało się łatwiej.
W grudniu 1992 roku wybudowana została pierwsza konstrukcja i pojawił się pierwszy plakat — reklama samochodu Mitsubishi Colt. Montaż odbywał się w ekstremalnych warunkach. Temperatura spadła do minus jedenastu stopni, a odpowiednich materiałów montażowych po prostu jeszcze nie było. Klej nie trzymał. Plakat odpadał.

Po kilku nieudanych próbach zapadła decyzja, która
z perspektywy czasu stała się jedną z pierwszych legend branży OOH. Ktoś pobiegł na pocztę po pudełka pinezek. To nimi plakat został ostatecznie przymocowany do konstrukcji. Ku zaskoczeniu wszystkich, trzymał się świetnie przez kolejne miesiące.
Nośnik stał. Ekspozycja była widoczna. Tylko klientów wciąż nie było. Produkt był dobry, lepszy jakościowo niż to, co oferował rynek, ale sama idea reklamy zewnętrznej w takiej formie była w Polsce nowością.
To był moment, w którym entuzjazm musiał zderzyć się z cierpliwością. Bo pierwszy nośnik już stał, ale droga do zbudowania legendy dopiero się zaczynała.
Początki branży
Kto stawia,
ten wygrywa
Rynek reklamy zewnętrznej w Polsce na początku lat 90. rządził się prostą zasadą: kto stawia, ten wygrywa.
Nie liczyły się formaty. Nie liczyła się widoczność. O pozwoleniach mówiło się półgłosem, a o standardach wcale. Konstrukcje rosły wzdłuż ogrodzeń, przyklejane do płotów, ustawiane równolegle do jezdni. Ekspozycje na tych konstrukcjach były skutecznie zasłaniane nawet przez najmniejsze pojazdy. Liczyło się tylko jedno: żeby coś stało. Michał Stan od początku wiedział, że w taki sposób nie chce tego robić.


Kiedy objeżdżał miasto swoim Małym Fiatem, nie szukał pierwszego wolnego kawałka ziemi. Szukał miejsc widocznych. Takich, które dawały kierowcy kilka sekund jakościowego kontaktu z reklamą. Chciał, żeby nośnik stał prostopadle do kierunku jazdy. Tak, jak widział to wcześniej w Kanadzie. Problem polegał na tym, że takie podejście było droższe, wolniejsze w realizacji i zdawało się nie pasować do realiów rynku, który dopiero się rodził.
Inni potrafili w ciągu tygodnia postawić kilka konstrukcji. Bez dokumentacji. Bez planów. Bez pytań. On tygodniami zbierał papiery, rozmawiał z właścicielami gruntów i liczył każdy metr. To był moment pierwszego prawdziwego wyboru. Między szybkim wzrostem a spokojnym tworzeniem. Między ilością a jakością. Między tym, co łatwe a tym, co uczciwe.
Takie decyzje kosztowały najwięcej. I właśnie dlatego stały się fundamentem tego, co miało powstać później.
Pierwsze prawdziwe pieniądze
Światło
w tunelu
Standardy są warte dokładnie tyle, ile ktoś jest gotów za nie zapłacić.
Przez długi czas wszystko, co budował Michał Stan, istniało głównie na papierze i w założeniach. Lepsze lokalizacje. Lepsza widoczność. Lepsza jakość wykonania. To wszystko miało sens, przynajmniej w teorii.
W praktyce rynek wciąż uczył się, czym w ogóle jest reklama zewnętrzna. Nośników Cityboard pojawiało się coraz więcej, w miastach Polski o największej populacji. Były widoczne. Robiły wrażenie. Ale to wciąż nie oznaczało klientów.


Michał Stan sprzedaż brał na siebie osobiście. Chodził od agencji do agencji, od drzwi do drzwi, próbując wytłumaczyć, dlaczego ten nośnik jest inny. Dlaczego stoi inaczej. Dlaczego kosztuje więcej. Najczęściej słyszał jedno słowo: nie. Nie dlatego, że ktoś kwestionował jakość. Po prostu nikt nie chciał ryzykować budżetu na medium, które dopiero próbowało udowodnić swoją skuteczność.
Przełom przyszedł niespodziewanie. Przy ulicy Browarnej w Warszawie mieściła się siedziba Philips Lighting. Dzięki życzliwości jednej z osób z zespołu udało się umówić spotkanie z osobą decyzyjną. Rozmowa, która miała być kolejną próbą, zakończyła się decyzją o kampanii obejmującej dziesięć powierzchni reklamowych. Był tylko jeden problem. Nośniki, na których miała się pojawić kampania, jeszcze nie istniały.

To był moment, w którym teoria przestała wystarczać. Środki z pierwszego kontraktu miały sfinansować fragment przedsięwzięcia. Nie mogło się nie udać.
Konstrukcje powstały. Kampania ruszyła zgodnie z planem. Plakaty drukowane w Kanadzie zawisły dokładnie tam, gdzie miały wisieć. Po raz pierwszy ktoś zapłacił nie za obietnicę, ale za sposób myślenia. To nie był jeszcze sukces. Ale był dowód, że taki model ma sens. A skoro raz ktoś zaufał, to następny sprawdzian miał być znacznie poważniejszy.
Legenda Renault
Od Renault
do renomy
Pierwszy kontrakt pokazał, że Cityboard potrafi dowieźć to, co obiecuje. Ale dopiero kolejna kampania miała sprawdzić, czy ta firma potrafi przetrwać prawdziwy kryzys.
Współpraca z międzynarodową agencją Publicis, jedną z dominujących agencji reklamowych tamtych lat, była dla Cityboard wejściem na zupełnie inny poziom gry.
Kampania modelu Twingo miała objąć wiele miast w całej Polsce. Skala była nieporównywalna z tym, co Cityboard robił wcześniej.


Budowa konstrukcji była realizowana stopniowo — od wschodu kraju w kierunku zachodu. Logistyka została zaplanowana precyzyjnie i z dużą starannością. Terminy sztywne, a start kampanii zaplanowany co do dnia. I wtedy przyszła zima.
Intensywne opady śniegu sparaliżowały część kraju od wschodu w kierunku zachodnim. Budowa konstrukcji i wyklejanie plakatów od wschodniej części kraju w kierunku zachodnim przebiegały zgodnie z założonym planem. Zima przyśpieszyła. Samochody z konstrukcjami ugrzęzły w śniegu przed Wrocławiem i logistyka przegrała z pogodą. Nie udało się wybudować wszystkich konstrukcji we Wrocławiu. Dla agencji Publicis był to powód do niepokoju, a dla Cityboard, działającego od zaledwie kilkunastu miesięcy, ten stan rzeczy mógł oznaczać kiepską perspektywę.
Spotkanie z zarządem Renault zapowiadało się bardzo pesymistycznie. Wszyscy spodziewali się kar umownych, zerwania współpracy i końca marzeń o dalszych kontraktach. Dla firmy działającej od zaledwie kilku lat taki cios mógł oznaczać powrót do punktu wyjścia. Michał Stan wszedł na to spotkanie jako pierwszy, z podniesioną głową.
Nastroje wśród przedstawicieli agencji były dalekie od optymistycznych.

Zamiast tłumaczeń i długich wyjaśnień wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Rozmowa Michała Stan z prezesem Renault na Polskę zeszła na motoryzację. Na doświadczenia. Na logistykę. Na realia pracy w trudnych warunkach. Na rzeczy, które znał każdy, kto kiedykolwiek próbował dowieźć projekt w świecie zależnym od pogody, ludzi i czasu. Zamiast skupiać się na tym, co nie wyszło, rozmowa zaczęła krążyć wokół tego, co można zrobić dalej.
Kilka minut później zapadła decyzja, której nikt się nie spodziewał. Renault nie tylko utrzymało współpracę. Zleciło kolejne kampanie, obejmujące następne okresy i kolejne budżety. Cityboard wyszedł z sali nie z karą, ale z nowym kontraktem i kilkoma firmowymi autami Renault. Ta historia bardzo szybko zaczęła krążyć po rynku. Nie dlatego, że ktoś „uratował kampanię”. Ale dlatego, że w sytuacji kryzysowej firma nie wywiesiła białej flagi. Wyszła do rozmowy. Dla Cityboard był to moment przełomowy. Publicis utrzymał kontrakt.
Gdy intuicja zmienia się w system
Jakość, która
stała się standardem
Po kampanii Renault Cityboard stał się firmą rozpoznawalną na rynku. Skala działań rosła. Lokalizacji przybywało. Klienci zaczęli oczekiwać nie tylko jakości, ale powtarzalności. To był moment, w którym nie dało się już działać wyłącznie intuicyjnie.
To, co wcześniej funkcjonowało jako sposób myślenia Michała Stan, musiało zostać zapisane w procedurach, standardach i konkretnych zasadach działania. Nie po to, by coś skomplikować, ale po to, by mieć pewność, że każdy klient, w każdym mieście, dostaje dokładnie ten sam poziom usługi.


Cityboard konsekwentnie postawił na nośnik 6×3 m. Format, który już wtedy był standardem w Północnej Ameryce, ale czymś mało spotykanym w Europie. Decyzja nie była przypadkowa. Poza większą powierzchnią, proporcja 2:1 pozwalała na czytelniejszy przekaz, lepszą kompozycję i dłuższy kontakt wzrokowy odbiorcy z reklamą. W praktyce oznaczało to jedno: mniej nośników mogło wywołać większy efekt.
Za formatem poszły kolejne zasady. Kampanie zaczynały się zawsze pierwszego dnia miesiąca. Nie w trakcie. Nie w miarę wyklejania. Plakat miał wisieć od początku miesiąca. Wisieć dokładnie tam, gdzie został zakontraktowany. Żeby zachować kontrolę, wprowadzono regularny monitoring. Serwisy plakatujące dokonywały sprawdzenia jakości ekspozycji podczas jej trwania, realizowały także dokumentacje zdjęciową, która stanowiła zawartości albumu przekazywanego do klienta. Zdjęcia robiono zarówno z bliska, jak i z perspektywy drogi. Tak, aby pokazać reklamę dokładnie tak, jak widzi ją odbiorca.

Po zakończeniu kampanii klienci otrzymywali albumy dokumentujące ekspozycję. W czasach bez internetu i cyfrowych raportów był to jasny sygnał: ktoś naprawdę pilnuje, żeby wszystko działało tak, jak powinno. Cityboard wprowadził też zasadę szybkiej reakcji na zdarzenia losowe. Awaria oświetlenia czy uszkodzenie plakatu musiały być usunięte w ciągu 12 godzin. Dopracowana logistyka pozwalała na przemieszczanie przesyłek z plakatami nawet do zainstalowania na paręnaście godzin przed rozpoczęciem kampanii. W praktyce był to sposób na rzetelność, zaufanie i odpowiedzialność za realizowany kontrakt przed klientem. Jeśli coś się wydarzało, było naprawiane. Nierzadko oznaczało to logistykę na ostatnią chwilę, przesyłki między miastami czy działanie poza standardowymi godzinami pracy. Z zewnątrz mogło to wyglądać jak przesada. W praktyce był to sposób na jedno: zaufanie. Bo reklama zewnętrzna działa tylko wtedy, gdy jest widoczna. A widoczność nie bierze się z przypadku tylko
z konsekwencji. Tak właśnie intuicja zamieniała się w system.
Rynek OOH w Polsce w latach 90.
Rozwój rynku
reklamy zewnętrznej
W drugiej połowie lat 90. reklama zewnętrzna w Polsce przestała być wyłącznie polem do improwizacji. Sieci nośników rosły, budżety się zwiększały, a wraz z tymi zmianami, Cityboard przekształci się w Cityboard Media. Prezesem został Marcin Stan, absolwent studiów managerskich w Kanadzie i Francji, który dał firmie nowe tchnienie.
Jedną z innowacji, które wprowadził Marcin Stan było zbadanie zasięgu nośników Cityboard Media. Rynek nie był gotowy na jednolite badania. Część graczy wolała pozostawić temat w sferze domysłów i deklaracji. Mierzalność mogła bowiem ujawnić niewygodne fakty: słabą widoczność, przypadkowe lokalizacje, nośniki, które istniały bardziej na papierze niż w realnym kontakcie z odbiorcą.


Chaos, który wcześniej pozwalał szybko rosnąć, zaczął przeszkadzać. Zamiast unikać mierzalności, Cityboard Media zlecił badania własnej sieci. Nie po to, by budować narrację marketingową, lecz by mieć realną wiedzę o skuteczności nośników. Lepiej znać prawdę o własnej ofercie niż sprzedawać iluzję, która prędzej czy później się rozpada. To podejście wymagało odwagi, bo nie każda odpowiedź była wygodna. Ale właśnie ono pozwalało reklamodawcom podejmować decyzje oparte na faktach, a nie na intuicji czy deklaracjach operatora sieci.
W rozdrobnionym rynku funkcjonowali brokerzy outdoorowi, którzy pełnili rolę pośredników między klientami a niezależnymi operatorami.

Jednak wraz z dojrzewaniem branży i postępującą konsolidacją, rola brokerów zaczęła maleć. Tam, gdzie wcześniej potrzebne były zewnętrzne mechanizmy porządkujące, zaczęły działać standardy i procesy wypracowane przez Cityboard Media. To był moment selekcji, który nie wszystkie firmy przetrwały. Reklamodawcy przestali premiować ilość i improwizację, a coraz wyraźniej nagradzali rzetelność usług, przewidywalność i jakość.
Cityboard Media był w tym procesie liderem. Nasze działania stopniowo zamieniały całą branżę.
Rynek reklamy zewnętrznej
Reklama, która pomaga nie tylko firmom
Reklama zewnętrzna zawsze była dla Cityboard Media czymś więcej niż tylko nośnikiem komunikatu. To element przestrzeni publicznej, który codziennie widzą dziesiątki tysięcy ludzi. A skoro tak, to może pomagać nie tylko
w sprzedaży, lecz także w istotnych społecznie tematach.
Dlatego od pierwszych lat działalności firma angażowała się w kampanie społeczne, oddając swoją przestrzeń na komunikaty, które miały społeczną wagę, np. bezpieczeństwo na drogach, zdrowie, klęski żywiołowe. Firma uważała to za naturalne przedłużenie sposobu myślenia o odpowiedzialności.


Jedną z takich kampanii byli „Młodzi kierowcy”.
Projekt powstał we współpracy z Komendą Główną Policji, jako odpowiedź na rosnącą liczbę wypadków z udziałem młodych ludzi. Zamiast moralizatorskiego tonu postawiono na język, który trafiał wprost do odbiorcy: prosty, ironiczny i bardzo czytelny. Hasło „Nowa laska. Nowa bryka. Nowe drinki” zwracało uwagę na ryzyko, które młodzi kierowcy często traktowali jak element stylu życia. Kampania szybko stała się rozpoznawalna, a jej przekaz zapadł w pamięć społeczeństwa na długo po zakończeniu ekspozycji.
Kilka lat wcześniej Cityboard Media włączył się w działania po wielkiej powodzi we Wrocławiu. W czasie, gdy miasto walczyło ze skutkami katastrofy, reklama przestała być sprawą sprzedaży. Stała się sprawą pomocy.
Wspólnie z agencją Leo Burnett oraz firmą Print & Display Polska powstała kampania, której przekaz był równie prosty, co poruszający. Na billboardach pojawiło się jedno słowo: „POMOCY”.

Napis był rozmyty, jakby zalany wodą, przypominający widok miasta, które dopiero co wyszło spod powodziowej fali. Nie było logo, nie było produktu, nie było hasła sprzedażowego. Była tylko prośba.
Kampania miała charakter ogólnopolski. Dzięki niej udało się zebrać blisko milion złotych na pomoc dla powodzian. Jak na realia tamtych lat była to kwota, która robiła ogromne wrażenie.
Projekt szybko stał się jedną z najgłośniejszych kampanii społecznych tamtego okresu. Był nagradzany i szeroko opisywany w branży, ale najważniejsze było coś innego: pokazał, że informacja outdoorowa docierająca do milionów ludzi, mobilizuje ich do działania na rzecz wspólnego celu i generuje wymierny efekt.
Formaty reklamowe
Formaty, które
zmieniły rynek
Cityboard 6×3 m okazał się hitem, który odpowiadał na potrzeby rynku. Rynek ciągle się rozwijał, a reklamodawcy oczekiwali wprowadzenia większych formatów.
W 2000 roku w Warszawie pojawił się supercityboard, czyli nośnik 12×4 m, o powierzchni 48 m.kw., zewnętrznie oświetlany. Ten pierwszy, zbudowany 26 lat temu wciąż cieszy się popularnością klientów.


W 2007 do rodziny formatów dołączył superbacklight, z którego zaczęli korzystać wymagający klienci. Oczekiwali oni specjalnej jakości i taką dawał im ten format. Ekrany o wymiarach 12×4 m oświetlane są od wewnątrz systemem energooszczędnych diod. Wysoką jakość prezentowanej ekspozycji można było uzyskać dzięki wprowadzeniu diodowej wewnętrznej emisji światła. Pozwoliło to na bardzo równomierne oświetlenie ekspozycji i oddanie kolorów prezentowanego materiału.
Fundament, który pozostał
Zasady, które zbudowały Cityboard Media
Gdy rynek dorósł, stało się jasne, że nie wszystko, co działa w krótkim terminie, ma sens w dłuższej perspektywie. Skala, systemy i pieniądze mogły przyspieszać rozwój, ale nie były w stanie zastąpić jednego: odpowiedzialności za to, co się buduje.
Cityboard Media od początku działał w przekonaniu, że firma nie funkcjonuje w próżni. Każda decyzja wpływa nie tylko na wyniki firmy, lecz także na klientów, partnerów i ludzi pracujących przy nośnikach, serwisie i obsłudze kampanii.


W realiach młodego rynku nie było to oczywiste podejście. Dlatego w Cityboard Media od początku pojawiły się zasady, które zbudowały rynek profesjonalnej reklamy.
– Bez skrótów.
– Bez rozwiązań na chwilę.
– Bez decyzji, które trudno obronić po latach.
Każda decyzja miała być możliwa do obrony. Nie dlatego, że tak było łatwiej. Przeciwnie. Dlatego, że tylko w ten sposób firma mogła zachować niezależność.
Wraz z rozwojem rynku te zasady zaczęły nabierać jeszcze większego znaczenia. Na przykładzie Cityboard Media firmy konkurencyjne uznały zasadność standaryzacji, monitoringu, czy raportowania.

Kolejnym wkładem w rozwój rynku było przeprowadzenie badań widowni nośników, metodą G-wert, będąca w tym okresie standardem. W czasach, gdy rynek niechętnie patrzył na jednolite standardy pomiaru, Cityboard Media zdecydował się na mierzalność i twarde dane. Nie po to, by wyglądać lepiej w prezentacjach, lecz po to, by naprawdę wiedzieć, jak kampania zamówiona przez klienta przekłada się na realne zyski z wydanego budżetu.
To właśnie wtedy potwierdził się sens myślenia długofalowego. Nie w perspektywie jednej kampanii czy jednego roku, lecz kolejnych etapów rozwoju rynku. Świadomość, że regulacje mogą się zmieniać, koniunktura może falować, a technologie przychodzić i odchodzić. I że jedyną realną odpowiedzią na tę zmienność jest stabilny fundament. Ten fundament nie był oparty na jednym formacie ani jednej technologii. Był oparty na sposobie podejmowania decyzji.

– Na jakości, która musi się bronić codziennie.
– Na systemie, który daje powtarzalność.
– Na odpowiedzialności, która wykracza poza bieżący wynik.
Choć przez kolejne lata zmieniały się narzędzia, skala i realia rynku, ten sposób myślenia pozostał niezmienny. To on
pozwolił Cityboard Media przechodzić przez kolejne fazy rozwoju rynku reklamy zewnętrznej. I to na nim mogły powstawać następne etapy drogi.
Archiwum reklam OOH
Zobacz, jak zmieniał się język wizualny reklamy zewnętrznej na przestrzeni ostatnich trzech dekad. Od nostalgicznych początków lat 90. po współczesny minimalizm. Zapraszamy do oglądania.
Ewolucja logo
Cityboard Media

1996 – 2001

2001 – 2020

OD 2020
Cityboard Media w liczbach
30 lat obecności, na rynku reklamy zewnętrznej
Cityboard Media w liczbach to między innymi ponad
9 bilionów kontaktów z reklamą w naszej historii.
31 000
wyklejonych plakatów w samym 2025 roku
3 000
kampanii rocznie realizowanych na outdoorze i w digitalu
8
lat liczy
Cityboard
Digital
200+
współpracowników realizujących kampanie
74
miasta w sieci nośników w całej Polsce
5 000
nośników w sieci outdoorowej




































































